Przejdź do głównej zawartości

Druga wersja?

Dziś jest inaczej. Lepiej. Łatwiej. Po prostu i bez zbędnych tłumaczeń. Musisz mi uwierzyć na słowo.
Najpierw - kwestia zasadnicza - czy kopiowanie siebie to nadal kopiowanie? Mam nadzieję, że tak, bo druga wersja musi zachować swoją długo budowaną strategię. Ja ją porzuciłam, nie utożsamiam się zbyt mocno, bo to już autodestrukcja, od środka, z każdej strony, w każdą inną.
Nie teraz, nie na tym etapie, ale niech coś jeszcze pozostanie. Dla kogoś, dla wszystkich, dla mas i dla jednostek. Chociaż wolałabym tę drugą opcję, ale tu już nie ma czasu na wolenie i myślenie, trzeba działać, nadać temu światło i wypchnąć do tych, co chcą i mają ochotę.
Bo ja - naiwna, wierzę, że mają i że chcą. I że pamiętają i wrócą. A jeśli nie, to może i lepiej. 
Tęskniłam za bezsensownym laniem wody, bez ładu lecz z sensem. Nie wiem czy jeszcze umiem i czy chcę w ogóle, ale spróbuję.

Wtedy zaczęłam w ten sposób:
A gdybym w tym momencie postanowiła napisać coś? Gdybym postanowiła napisać cokolwiek. Faktycznie, wiem, że to śmieszny pomysł. 
Zastanawiałeś się kiedyś, jak pisarze zaczynają robotę? Koncepcja, temat, tytuł czy może tytuł, koncepcja, temat? Ja nie mam nic. Mam tylko okropnie dużo do powiedzenia.
Jak przyciągnąć potencjalnego czytelnika? 
Zakładam bloga. Bez gatunku, szufladkowania, konspektu. Cały czas o czymś myślę. Chcę to zapisać. Potem to przeczytam i może Ty też będziesz mógł. O ile Ci pozwolę, bo w tym miejscu ja dyktuję zasady. 
To tak, jakbym mogła porozmawiać sama ze sobą. Bez patrzenia sobie w oczy, bez potrzeby odczytywania gestów i mimiki twarzy. Ze sobą, lecz bez siebie

A teraz? Teraz zaczęłabym tak samo. Więc zaczynam. Ja piszę - ty czytasz.
Brzmi całkiem przyzwoicie, prawda?

Komentarze

Prześlij komentarz